Idea otwarcia ogrodów zoologicznych na świecie sięga odległej przeszłości. Powodem tego było to, że ludzie od dawna starali się oswoić dzikie zwierzęta. Około trzech tysięcy lat temu w cesarstwie chińskim na dworze cesarskim zgromadzono niewielką kolekcję zwierząt, próbując nauczyć drapieżniki współżycia z ludźmi. W ten sposób po raz pierwszy pojawił się zawód poskramiaczy dzikich zwierząt, pisze portal wroclaw.name.
Pierwsze publiczne ogrody zoologiczne zaczęły powstawać w IX wieku naszej ery. Później takie instytucje stały się tradycją wielu dużych miast. Największe ogrody zoologiczne na świecie znajdują się w San Diego (Kalifornia), Londynie i Berlinie.
Każde polskie miasto ma swoją menażerię i każda z nich ma swój własny specjał. Na przykład w Łodzi można zobaczyć białe tygrysy bengalskie, w Poznaniu swoich gości witają żółwie olbrzymie. Z kolei w Gdańsku zoo znajduje się na terenie dawnego sanatorium, a lecznicze powietrze podobno dobrze wpływa na drogi oddechowe. Jeśli chodzi o zoo we Wrocławiu, jest to najstarszy ogród zoologiczny w kraju.
Pomysł burmistrza
W 1863 roku nadburmistrz Wrocławia, Julius Elwanger, powołał specjalną grupę roboczą, której zadaniem była budowa ogrodu zoologicznego w mieście. Do zespołu zaproszono najlepszych budowniczych, weterynarzy i europejskich specjalistów, którzy mieli już doświadczenie w pracy w ogrodach zoologicznych.
Już w 1864 r. podjęto ostateczną decyzję o budowie ogrodu zoologicznego przy ulicy Wróblewskiego, w odludnej i opuszczonej okolicy w Parku Szczytnickim. Do nowej atrakcji turystycznej natychmiast utworzono lokalną trasę omnibusową (powóz pasażerski ciągnięty przez konie). Projektem budowy zajął się architekt Karl Ludecke.

Od momentu położenia kamienia milowego dyrektorem przyszłego ogrodu zoologicznego był dr Franz Schlegel. 10 lipca 1865 roku ogłosił on zakończenie budowy i otwarcie ogrodu zoologicznego we Wrocławiu. Zwiedzający mogli na własne oczy zobaczyć 189 zwierząt, wśród których były daniele, lamy, niedźwiedzie, sarny, strusie, wielbłądy, wilki i zebry. Większość zwierząt została podarowana przez mieszkańców Wrocławia.
Zwierzęta w zoo mieszkały w szopach i stajniach. Wynikało to z faktu, że nie było wystarczająco dużo pieniędzy na wyposażenie zoo. Jednak w ciągu kilku lat popularność miejsca wzrosła, a dochody od turystów pozwoliły zoo na rozbudowę infrastruktury i dodanie nowych zwierząt do stada.
Zamożni polscy książęta nadal wspierali menażerię swoimi darowiznami. W ten sposób w zoo pojawiły się dziki, jelenie, a nawet ryś. W 1873 roku dyrektor Franz Schlegel dokonał zakupu słonia indyjskiego, który kosztował zoo 450 funtów szterlingów. Został on zakupiony za datki zebrane przez lokalnych mieszkańców. W 1875 roku zoo było domem dla ponad 800 gatunków zwierząt.
Nawiasem mówiąc, historię zakupu słonia w tamtych czasach można porównać do wprowadzenia słynnego piłkarza do nowego klubu. Kiedy Franz Schlegel podjął tę decyzję, zainteresowała się nią lokalna prasa. Najpierw gazety opisywały trasę, jaką słoń miał przebyć do Wrocławia: popłynął statkiem do Londynu, a następnie podróżował przez Europę pociągiem. Potem nastąpiła prezentacja. Indyjski słoń został zabrany na przejażdżkę ulicami miasta na specjalnym wozie zaprzężonym w sześć koni. Mieszkańcy miasta zostali również poinstruowani, aby rywalizować o prawo do wyboru imienia dla nowego mieszkańca zoo. Nazwano go Theodore.
Później Franz Schlegel ogłosił zbiórkę pieniędzy na zakup tygrysów i gepardów. Ponadto zoo zaczęło organizować różnego rodzaju przedstawienia. Zaproszono nawet przedstawicieli różnych plemion żyjących z dala od cywilizacji.
Katastrofa pierwszej wojny światowej
W 1882 roku Franz Schlegel zachorował i zmarł, a nowym dyrektorem zoo został Hermann Stehmann, który kontynuował pracę swojego poprzednika i rozpoczął szybką rozbudowę menażerii. Kolekcja została uzupełniona o słonie, hipopotamy i nosorożce, a z Liverpoolu zakupiono goryla.
Stechman był tak oddany swojej pracy, że zapisał wrocławskiemu zoo 38 tysięcy marek. Ponadto na koszt Stechmana przebudowano pawilony i zakupiono nowe zwierzęta. W 1900 r. liczba zwierząt przekroczyła 1500.
W 1900 roku nowym dyrektorem zoo został Friedrich Grabowsky, który kontynuował ideę organizowania pokazów egzotycznych społeczności, ponieważ to właśnie one przynosiły zoo spore zyski. Wiadomo, że średnio w ciągu dnia do zoo przychodziło ponad 40 tysięcy zwiedzających; była to najpopularniejsza pod względem odwiedzania menażeria w Prusach.

W 1914 roku z powodu pierwszej wojny światowej zoo zaczęło podupadać. Programy rozrywkowe również zostały zawieszone. A kiedy wojna weszła w aktywną fazę, wrocławskie zoo zostało zamknięte. Z tego powodu zwierzęta przestały otrzymywać odpowiednie pożywienie, co doprowadziło do śmierci ponad 90% z nich. Ocalałe przewieziono do innych ogrodów zoologicznych w kraju.
Po 1921 roku Friedrich Grabowsky zaczął szukać możliwości odbudowy zoo i dążył do tego celu przez sześć lat. W 1927 r. dyrektor znalazł sponsorów i otrzymał zgodę władz miasta na odbudowę menażerii. W ciągu kilku miesięcy do zoo sprowadzono 1850 zwierząt, a już 1 maja 1927 roku wrocławskie zoo oficjalnie wznowiło swoją działalność.
Przekazanie pod zarząd miasta
W 1929 roku nowym dyrektorem zoo został Hans Honigmann. Na spotkaniu specjalnej komisji podjęto decyzję o przeniesieniu większości udziałów zoo do miasta. Jak się okazało, był to zły pomysł, gdyż Niemcy borykały się wówczas z kryzysem gospodarczym. Późniejsza sytuacja polityczna również miała negatywny wpływ na pracę zoo. Działania wymierzone w Żydów spowodowały spadek zainteresowania zwiedzaniem zoo. W 1934 roku Honigmann zdecydował się zrezygnować ze stanowiska i wyemigrować do Londynu.

Kolejnym dyrektorem wrocławskiego zoo został Martin Schlott. Z pomocą miejskiego budżetu powiększono teren i na nowo wyposażono wybiegi. Pomimo braku odwiedzających, zwiększono liczbę zwierząt, które niestety zginęły podczas II wojny światowej.
Po kapitulacji Wrocławia żołnierze radzieccy i lokalni szabrownicy splądrowali pozostałości zoo, a niektóre zwierzęta zostały zabite na mięso. Wiadomo, że aktywiści uratowali około 300 zwierząt, które zostały przetransportowane do Poznania i Łodzi.
Wznowienie pracy
Po wojnie polski rząd dołożył wszelkich starań, aby pomóc Wrocławiowi wznowić pracę zoo. W 1947 roku nowym dyrektorem został Karol Łukaszewicz, a rok później zoo wznowiło pracę ze 150 zwierzętami. Łukaszewicz zwrócił się wówczas do władz o zgodę na powiększenie terenu. Odrestaurowano również budynki administracyjne.
W 1951 r. Łukaszewicz zaproponował otwarcie oceanarium. Inicjatywa ta została chętnie poparta przez pracowników. W tym samym roku do zoo sprowadzono 130 gatunków ryb, a w 1952 roku Karol Łukaszewicz zorganizował zakup orangutanów. Następnie nowymi mieszkańcami menażerii stały się nosorożce i żyrafy.

W 1966 roku Karola Łukaszewicza zastąpił Antoni Gucwiński, który poświęcił tej pracy 40 lat życia. Za jego kadencji wrocławskie zoo wprowadziło wiele ciekawych zajęć interaktywnych. W ogólnopolskiej telewizji pojawił się program „Z kamerą wśród zwierząt”, który przyciągał turystów do odwiedzania zoo.
W zoo zainstalowano również wybiegi ze zwierzętami domowymi, dzięki czemu zwiedzający mogli je karmić i głaskać. Do 2006 roku liczba zwierząt w zoo osiągnęła 5300 gatunków, a Gucwiński z dumą przeszedł na emeryturę.
Prawdziwe safari
W 2006 roku nowym dyrektorem instytucji został Radosław Ratajszczak. Za jego kadencji rozpoczęto modernizację zoo. Otwarto nowe akwarium dla fok, wyspy lemurów i motylarnię. W 2010 roku stworzono replikę wyspy Madagaskar, przedstawiającą jej florę i faunę.

W 2012 roku otwarto lokalizację Sahara. Znajdowały się tam dzikie zwierzęta z Afryki. Zwiedzającym zaoferowano podróż do tego miejsca specjalnym samochodem używanym na kontynencie podczas safari. Na szczęście we wrocławskim ZOO nie strzela się do zwierząt.
