Pozostałości dawnych osad na Dolnym Śląsku: życie nie do pozazdroszczenia

Co można powiedzieć o życiu mieszkańców Dolnego Śląska w dawnych czasach? Jak trudne było ich życie? Dlaczego niektóre osady zniknęły? Jeśli zadajesz sobie podobne pytania, już teraz na wroclaw.name możesz zaspokoić swoją ciekawość. Pomogą Ci w tym zarówno ustalenia współczesnych, jak i badania historyków.

Znaleziska w pobliżu Jawora

Jedno z interesujących miejsc, w których w starożytności znajdowała się osada, znajduje się w pobliżu Jawora. W szczególności znaleziono tam pozostałości starych budynków i pieca do wytopu żelaza, w sumie około 270 obiektów. Archeolodzy szacują, że osada ta ma około 1800 lat, co oznacza, że istniała w pierwszych wiekach naszej ery i była kontrolowana przez Rzymian.

O niektórych odkryciach dokonanych przez archeologów informował w 2016 roku portal turystyka. Naukowcy zajmujący się życiem naszych przodków włożyli wiele wysiłku w znalezienie interesujących obiektów. Wśród nich jest na przykład studnia o głębokości prawie 5 metrów, doły, kilka grobów i pomieszczenie, w którym spalano węgiel drzewny. 

Odkrycie związane z grobami było szczególnie interesujące, ponieważ znaleziono tam popioły ze zwłok, co oznacza, że zmarli zostali skremowani. A fakt, że ludzie pojawili się na tym terenie dawno temu, nie powinien dziwić. Tutejsza gleba jest bardzo żyzna, a głównym zajęciem osadników w tym regionie było rolnictwo — mówi archeolog Mariusz Lesiuk. „Prace te pozwoliły na odnalezienie ciekawych artefaktów — pozostałości prawie 2000 naczyń garncarskich. Trafiły one do Muzeum Historii Lokalnej w Jaworze.

Osady w Karkonoszach

Kolejną interesującą osadą według jednego z blogów jest terytorium, na którym znajduje się pasmo górskie Karkonosze. To właśnie tam kilka wieków temu żyli ludzie, a ich życie nie należało do najłatwiejszych. Obszar ten charakteryzował się ciężkimi warunkami pogodowymi, a bez współczesnych osiągnięć cywilizacyjnych było to po prostu nie do zniesienia, zwłaszcza zimą.

Dlatego w następnej kolejności opowiemy o nieistniejącej już osadzie, która nazywa się Budniki, choć wcześniej używano innych nazw: Langwasser, Forstbauden, Zacisze Leśne. Znajduje się ona mniej więcej tam, gdzie obecnie krzyżują się szlaki zielony i żółty, między Wołową Górą a podejściem do Skalnego Stołu, między Karpaczem a Kowarami, w miejscu, gdzie płynie potok Malina.

Historia osady Budniki na Śląsku

Historia osady Budniki sięga czasów wojny trzydziestoletniej (1618-1648). W tym czasie grupy wojskowych maruderów i rozbójników nie dawały spokoju mieszkańcom. Gwałcili i zabierali dobytek, dlatego niektórzy próbowali uciekać w góry, zabierając ze sobą to, co mogli unieść oraz bydło. Najczęściej uciekinierzy szukali schronienia w okolicach Wołowej Góry i tam ostatecznie się osiedlali. Znajdowały się tam wówczas osady o nazwach Dolna i Górna, po których jednak nic nie pozostało.

Po zakończeniu wojny część uciekinierów wróciła do domów, ale inni nie mogli tego zrobić, ponieważ ich gospodarstwa zostały splądrowane i spalone. Ludzie mieszkający w górach nie płacili podatków, co bardzo nie podobało się ówczesnemu właścicielowi tych terenów, hrabiemu von Czernin, który mieszkał w pałacu w Kowarach. Część z nich zdołała ukryć się w rejonie potoku Malina i tam osiedliła się na stałe. Uchodźcy ci budowali sobie domy i budynki do celów rolniczych. W tym celu, jak odkryli archeolodzy, wykorzystywali dostępne materiały — drewno, kamień i siano. Domy były dość solidne.

Osadnicy hodowali owce i kozy, bydło i drób. Jednak ze względu na brak ziemi uprawnej, która mogłaby wyżywić ludzi i zwierzęta, skala tych działań była dość skromna. Mimo to ludzie uprawiali niewielkie poletka warzywne i owocowe. Pozostałości tych sadów, tj. pojedyncze drzewa, można oglądać do dziś.

Teren Budnik jest obecnie gęsto porośnięty drzewami, więc znalezienie ruin jest dość trudne. Wiadomo na przykład, że znajdowała się tu kopalnia uranu, ale pozostała po niej jedynie zalana sztolnia i duża sterta kamieni.

Ciężkie życie mieszkańców 

Dlaczego więc mówimy, że życie mieszkańców tej osady było na tyle trudne, że nie można im zazdrościć? Są ku temu co najmniej dwa powody.

  • Pierwszym z nich są trudne warunki pogodowe, które zostały już omówione powyżej. Lata były krótkie, ale zimy długie, z obfitymi opadami śniegu. W XXI wieku już sobie z tym radzimy, ale wtedy było inaczej. Śniegu mogło być tak dużo, że aby wyjść z domu, trzeba było wspinać się przez otwór w dachu lub komin. Warto też dodać, że w Budnikach obserwuje się niezwykłe zjawisko astronomiczne. Promienie słoneczne nie docierają do wsi przez około 113 dni w roku, od 26 listopada do 16 marca. Przed II wojną światową w osadzie organizowano ceremonię powitania i odprawienia słońca.
  • Drugi wynika z tego, co wiemy obecnie z historii osady i jej pozostałości na Dolnym Śląsku. Jest to skrajne zubożenie. Głównym zajęciem mieszkańców było rolnictwo, ale także wycinka i sprzedaż drzew leśnych. Wszystko to nie wystarczało do normalnego życia — wiadomo, że niemowlęta owijano w stare szmaty, a starsze dzieci często nie miały porządnych ubrań i butów. Jednak niektóre szlachcianki pomagały biednym. Na przykład hrabiny von Reden i Wanda Czartoryska wyróżniały się troską, przekazując ubrania, buty i żywność dla dzieci z Budnik.

Jeśli więc uważasz, że życie stało się nieznośne, pogoda i sytuacja finansowa pozostawiają wiele do życzenia, przypomnij sobie mieszkańców Dolnego Śląska w dawnych czasach. W porównaniu z nimi nasz poziom życia jest po prostu królewski.

Budniki w XIX i XX wieku: rozkwit i upadek

Siedmiotygodniowa wojna austriacko-pruska w 1866 r. doprowadziła do przyłączenia Śląska do państwa pruskiego, a Budniki stały się jego częścią. Od tego czasu zaczęła tam rozwijać się turystyka, głównie dzięki przemytowi tabaki z Austrii do Prus.

Turystyka kwitła tam dzięki temu przestępczemu biznesowi. W Prusach ceny tytoniu były niebotycznie wysokie, więc przemytnicy chcieli na tym zarobić. Podążali więc szlakiem wiodącym przez Budniki. Aby zapewnić im miejsce do odpoczynku i jedzenia, wzdłuż dróg budowano karczmy, które później przekształcono w schroniska turystyczne.

Pod koniec XIX wieku w osadzie pojawiły się hotele Mutter Kretchmer i Forstbaude. Później, gdy pierwszy z nich spłonął w 1900 roku, na jego miejscu wybudowano naleśnikarnię (miejsce, w którym wyrabiano naleśniki). Wraz ze wzrostem liczby turystów, wioska zaczęła oferować swoim gościom produkty mleczne.

Wkrótce powstała tu pierwsza górska szkoła. Był to prosty jednopokojowy budynek z ławkami i tablicą. Pierwszym nauczycielem był Heinrich Liebich, a na początku było tylko kilku uczniów. Nauczyciel ten bardzo lubił przyrodę, więc wraz z dziećmi założył alpejski ogród, którego ślady można podziwiać do dziś.

W okresie międzywojennym do Budnik przyjeżdżali goście z innych okolic. Kupowali oni gospodarstwa od miejscowych i zostawali na całe sezony. Powstał sierociniec dla biednych niemieckich dzieci, a dla żołnierzy Schenkendorf-Baude wybudowano dom wypoczynkowy.

Kiedy turystów było zbyt wielu, zbudowano dwa urzędy celne, ale ich przeznaczenie upadło po aneksji Czechosłowacji przez nazistów. W 1943 r. w Budnikach osiedlił się nazista Gerhart Firich z rodziną. Kupili hotel Forstbaude, a także teren, na którym przed pożarem znajdował się hotel Mutter Kretchmer. Zbudował tam również farmę wiatrową, korzystając z pracy robotników przymusowych.

Pod koniec wojny we wsi pozostała tylko rodzina wspomnianego Niemca, inni mieszkańcy wyjechali lub zostali przymusowo przesiedleni. W 1946 r. w Budnikach powstał ośrodek wypoczynkowy, tzw. „Bratniak”. Mieszkali w nim studenci wrocławskich uczelni, nadając opuszczonym budynkom zabawne nazwy.

Z czasem osiedle zaczęło podupadać. Domy stopniowo się rozpadały, a materiały budowlane były rozkradane. Kiedy pod koniec lat czterdziestych XX wieku zaprzestano wydobycia uranu, z Budnik pozostały jedynie ruiny.

Get in Touch

....... . Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.